Wyprawy w grupie „Przekraczanie granic”

„Wyprawy z Szamanem”   – 2018r

Refleksja…

Trzy miesiące życia – trzy piękne, ale i stresujące miesiące życia… Ktoś kiedyś powiedział – „Jak chcesz być szczęśliwy – staraj się żyć i pracować tam, gdzie inni odpoczywają.”

Prawda to czy fałsz…?

Podróżujemy po niesamowitych, ale też wymagających krainach. Wielokrotnie zmuszani do wyjścia poza strefę komfortu, porzucamy swoje ego, aby zespolić się z grupą. Zmęczeni, mokrzy, a czasami w „dołku” psychicznym, musimy liczyć się z drugim człowiekiem (często niedawno poznanym). Jest on dla nas wsparciem, ale bywa też obciążeniem i chcesz czy nie     chcesz – musisz  to zaakceptować. W takich warunkach w ciągu dwóch tygodni poznajemy się lepiej niż w mieście przez lata i czasem skutkuje to zawiązaniem przyjaźni, które są celebrowane do końca życia.

Co w zamian…

Jakże często, mam okazję widzieć radość i zachwyt w oczach ludzi, pokazując im miejsca, które pokochałem. Jestem świadkiem  walki, kiedy przełamują swoje słabości i strach. Czasami słyszę ich wewnętrzny „cichy krzyk”… i podziwiam – szczególnie tych, którym to najtrudniej przychodzi. Każdy na swój sposób  musi się zmierzyć sam ze sobą. Jedni traktują to jak przednią zabawę. Inni  toczą ostry wewnętrzny bój… i właściwie prawie wszyscy wygrywają. Z tego powodu, moje podróżowanie z ludźmi nazywam „przełamywaniem granic”. Nawet trudno mi określić ile fanu i satysfakcji mi to przynosi. W tym przypadku powyższa teza jest zgodna z prawdą 🙂

Wbrew obiekcjom niektórych, nasze wyprawy są dla wszystkich: starych, młodych, mających doświadczenie podróżnicze, konne  lub raftingowe  lub kompletnych laików, oderwanych przysłowiowo „ granatem od biurek”.  Pierwszy raz na wschodzie, pierwszy raz w tajdze, pierwszy raz dosiadają konia lub trzymają wiosło w rękach – nie ma to znaczenia. Wszyscy dają radę. Najważniejsza jest chęć przeżycia prawdziwej przygody i determinacja w walce ze swoimi słabościami. Tylko tyle, albo aż tyle…

Jednakże…

Radość – radością, fan – fanem, a stres w Duszy siedzi. Kiedy ma się do czynienia z Naturą, z żywiołami, kiedy nie jesteśmy w stanie przewidzieć wszystkiego, a psychika nawet najbardziej ułożonego konia jest nieustanną  tajemnicą, to ciągle chodzisz  w lekkim napięciu. Praca z ludźmi też do łatwych nie należy. Czasami więc generuje to większą ilość nieprzyjemnych emocji  i zmęczenia. W tym przypadku – teza nie jest prawdziwa !!!

????

Naprawdę nie wiem do jakich wniosków znowu doszedłem. Przez lata się nad tym zastanawiam i nic. J Wracam, a Przyjaciele mi mówią – wyglądasz na zmęczonego. Trochę tak się czuję, dopiero minęły trzy dni od mojego powrotu. Na razie jestem spokojny, zrelaksowany. Nie mam ochoty  przeglądać tysięcy zdjęć , montować filmów. Na razie…

No cóż – precyzyjnie jednak jestem wstanie określić, kiedy to się zmieni.  Mam pewność, że już  za niecałe dwa tygodnie utrącę spokój, zacznę tęsknić. Będę analizował, wspominał, marzył. Widzę już siebie, jak wodząc palcem po mapie określam nowe kierunki i trasy, nieodmiennie  kierując myśli na wschód. Każdego dnia wyobraźnią będę w zjawiskowych górach Ałtaju, Bajkału czy Kamczatki, wraz z ludźmi , którzy mi zaufali i chcą razem odkrywać smak prawdziwej przygody. Taaaak…, jestem przekonany, że nastąpi to góra za dwa tygodnie. No może ciut, ciut szybciej…

 

JEDNAK TEZA W PEŁNI PRAWDZIWA !!!  🙂

DCIM103GOPRO36904539_1765942193442128_7850268226364637184_n 36938946_1775154632561800_6705161036795740160_n 36913396_1775149772562286_2008579045528174592_n 36921012_248051929257673_2143666031959212032_n 36957636_1775149309228999_1709014572804866048_n

——————————————————————————————————-

 

„Wyprawy z Szamanem” – 2015/2016/2017r

Wyprawy w grupie

Myśli po przebudzeniu…

Otwieram oczy i rozglądam się ciekawie – jestem w domu. Czuję ciepłą, magnetyczną energię tego miejsca. Inną niż na Ałtaju, ale równie bliską mojej Duszy – dobrze mi tutaj.

W sumie to jestem wewnętrznie trochę rozdarty. W trakcie moich długich podróży, stosunkowo szybko ogarnia mnie tęsknota za domem. Z kolei jak posiedzę na miejscu, zaczynam marzyć o dalekiej krainie, która tak głęboko uzależniła mnie od siebie. Jak kot, który zawsze znajduje się po niewłaściwej stronie okna („kociarze” wiedzą o czym mówię ). Tak się właśnie czuję: za każdym razem nie do końca na swoim miejscu… Ciekawe jednak, że to „rozdwojenie”, właściwie mi nie przeszkadza. Trzy miesiące na Ałtaju, trochę mnie nasyciło. Do następnego roku powinienem być w miarę spokojny. Będę cieszyć się rodziną i przyjaciółmi, których długo nie widziałem. Celebrować i pieścić każdą chwilę w ich towarzystwie. Niestety, tak się złożyło, że już nie ze wszystkimi to będzie możliwe. Obecny rok w tej kwestii, okazał się wyjątkowo mało przyjazny. Przyniósł ból, sponiewierał myśli, boleśnie przywrócił priorytety…  W czasie mojej nieobecności, dwie ważne dla mnie istoty odeszły na zawsze z tego świata. Trudno to zaakceptować, trudno się z tym pogodzić, ale już lata temu do mnie dotarło, że taka jest kolej rzeczy. Na zawsze w serduchu zagnieździ się ziarenko tęsknoty, poczucie straty, pustki. Pozostaje jedynie nadzieja, że może się jeszcze spotkamy. Gdzieś…  kiedyś…

Po długim śnie, obudziłem się wypoczęty i zrelaksowany. Jednak 24-godzinna podróż z serca Syberii do „Ostoi Szamana”, trochę potrafi dokuczyć. Najpierw 7 godzin, lekko rozklekotanym busem z Elandy  (małej,  wioski górskiej),  prosto na lotnisko w Barnaul. Później trzeba dostać się samolotem do Moskwy, a następnie czekanie na przesiadkę i kierunek Berlin. Nie wiem dlaczego, ale kiedyś w Berlinie czułem się obco, natomiast teraz wydaje się już „mój”. Mimo, iż na Pojezierze Ińskie, jeszcze 300 kilometrów samochodem. Wychodzi na to, że jednak czuję się Europejczykiem.

Kocham polską przyrodę. Jak widzę, co z nią wyrabiają różnej maści przygłupy, to tracę wewnętrzny spokój. Zostawimy coś po sobie naszym wnukom? Czy wytniemy wszystko w cholerę, powybijamy zwierzęta i zabetonujemy świat? Indianie północnoamerykańscy twierdzili: ” Nie odziedziczyliśmy Matki Ziemi od naszych przodków, tylko wypożyczyliśmy ją od naszych dzieci…” Moglibyśmy być enklawą dzikiej natury, za zwiedzanie której, turyści z całej Europy płaciliby gruby szmal. Niestety, powoli tracimy tę szansę. Za każdym razem, kiedy wracam z najdzikszych gór świata, zauważam degradację naszego środowiska i napawa mnie to głębokim smutkiem.

 

Znowu „zwariowany” sezon… !

Dochodzę do siebie, oswajam się… Przyzwyczajam się do wygód, korków w naszych miastach, krzykliwych bilbordów reklamowych. Dobrze, że mam „Ostoję Szamana”.  Dobrze, że w jej ciszy na nowo nie zagubię siebie, nie utracę spokoju. Mogę w komfortowych warunkach zacząć wspominać. Piękne wspomnienia są jak książki, dają dodatkowe życia…

Tegoroczne, ałtajskie wyprawy obfitowały w wiele skomplikowanych i emocjonujących zdarzeń. Przysporzyły stresu, zabierając mi przy okazji kilka lat życia, no i oczywiście nadwyrężyły  wątrobę z wiadomych przyczyn… 🙂  Ale z perspektywy dwóch tygodni, od powrotu stwierdzam, że po raz kolejny mi się poszczęściło.  Jakiś czas temu odkryłem, iż na tego typu wyprawy, decydują się specyficzni ludzie. Różni ich wiek (najstarszy uczestnik 69 lat, najmłodszy 24), narodowość, temperament i osobowość. Ale bezsprzecznie łączy ich jedno:  zamiłowanie do przygody, radość z obcowania z naturą oraz ogromna, ale to ogromna  ciekawość świata. Wszystko to powoduje, iż na wyprawach zostawiają za sobą lęki, uprzedzenia, ewentualne zamiłowanie do wygody lub drobiazgowe odbieranie świata- dostosowują się… Dlatego te kilkadziesiąt osób, które spędziły ze mną lato, na wymagających wyprawach po ałtajskich szlakach, właściwie nie sprawiło mi poważnych problemów. Oprócz otarć i drobnych skaleczeń nie było kontuzji. Nikt nie utracił dokumentów, pieniędzy, radości życia. Nie zdarzały się denerwujące i osłabiające grupę histerie, narzekania, okazywanie niezadowolenia z powodu strachu, zimna, niewygody i ewentualnych zmian w planie wyprawy. Dla przewodnika, organizatora to wymarzone grupy. Oczywiście zdarzały się momenty trudne. Na przykład nieco przestraszone konie na przełęczy, które przeraziła latająca kurtka, zdejmowana w czasie silnego wiatru. Ludzie mają to do siebie, że nie wszyscy i nie  od razu  dostosowują się do wytycznych szkolenia, jakie przeprowadzamy zawsze przed wyprawą. A jedna z głównych zasad mówi, że zdecydowanie nie należy zdejmować  odzieży w trakcie jazdy. Ewentualnie nie robić sobie selfie z konia w sposób niekontrolowany…Zdarzyły się także dwie wywrotki pontonowe, na rzece Czuja. W zeszłym roku obiecałem uczestnikom, że jeśli będzie mniejszy stan wody i przyjadą na Ałtaj powtórnie, to spróbujemy przepłynąć trzy najtrudniejsze progi tej rzeki: „Behemot”, „Turbina” i „Horyzont”. (Oczywiście zabawa tylko dla chętnych  🙂 ). Słowo się rzekło – wiara przyjechała, woda niższa, popłynęliśmy… no i były wywrotki.  Są one niejako wpisane w ryzyko spływu raftingowego. Ładują do krwi taką dozę adrenaliny, że nawet ja, przyzwyczajony do niej (nie jestem  wstanie zliczyć, ile razy „pralka rzeczna”, mną się zabawiała), czuję po zakończeniu całej akcji jej buzowanie. Wyobrażam sobie, co myśli  osoba, która pierwszy raz poczuje to na własnej skórze…? Trochę przypomina to skok na bungee lub ze spadochronem. Z początku lęk, dezorientacja, a po wszystkim niesamowita euforia, oczarowanie i wreszcie pokora, tak ważna w obcowaniu z siłami natury. Jedna z uczestniczek, kiedy wydostała się ze mną na brzeg, miała oddech, jak po stumetrówce. Spoglądając na mnie rozszerzonym oczami, zakomunikowała – „Szaman, to było zajebiste !!! , ale mojego dziecka to ci tu nie przywiozę…” Wcześniej pod urokiem konnej eskapady, Ałtaju i przygody, próbowała namówić mnie, abym w następnym roku, wziął do ekipy jej młodą córeczkę. (Sama oczywiście planuje powtórzyć temat- „narkotyk” Ałtaju już ją zauroczył). Inna z kolei uczestniczka, w trakcie wywrotki, mocno najadła się strachu. Okazało się, że niezbyt dobrze pływa i nie jest oswojona z wodą. Poważnie się zastanawiała, czy przeczekać następne cztery dni spływu w bazie, czy jednak kontynuować go dalej. Grupa zachowała się wspaniale, wsparła ją mocno i pod koniec wyprawy, sama wskakiwała treningowo do wody – przepędziła swoje koszmary…

W jednej ekipie, zaszczyciła nas para świeżych małżonków, którzy w podróż poślubną, wybrali sobie właśnie jedną z naszych wypraw. Poprzeczka poszła znacząco w górę. Można sobie wyobrazić, jaki ciężar odpowiedzialności na mnie spoczął – Podróż Poślubna !!!  🙂 Dodatkowo Pan Młody,  wyjątkowo lubi zastrzyki adrenaliny i kiedy mijaliśmy „skałę skoczków” w okolicach Teltenpień, oczywiście wyraził chęć rzucenia się z szesnastu metrów, w bardzo głębokie nurty rzeki Katuń ( rzeka w tym miejscu, ma około 70 metrów głębokości…! ). Jest to stosunkowo bezpieczne i kto wyrazi ochotę, skacze ze skały na nogi, ale z mojego punktu widzenia wolę, aby chętnych nie było… 🙂 .

Cóż – tak się złożyło, że za „Młodym”, zdecydowała się jeszcze jedna dziewczyna, no i chcąc nie chcąc, ja także musiałem po raz kolejny poszybować w głębinę – co począć…

Ogólnie coraz bardziej jestem pod wrażeniem kobiet i zaznaczam, nie mam tutaj na myśli ich zmysłowego uroku… Liczba uczestników na wyprawach, jeśli chodzi o mężczyzn i kobiety,  w tym roku była wyrównana. Ale zainteresowanie ze strony płci pięknej, niestandardowym podróżowaniem, jest zdecydowanie większe. Dziewczynom się chce, są ciekawe świata.  Czasami mam wrażenie (oczywiście generalizując), że mają więcej odwagi i determinacji w przełamywaniu słabości. Na naszych wyprawach, stosunkowo często, jesteśmy do tego zmuszani. Wielu, pierwszy raz siada na konia, wiosłuje pontonem po prawdziwie górskich rzekach, boryka się z niepokojem i dyskomfortem. Są zaskoczeni dzikością gór, śladami stóp niedźwiadków na naszej drodze, odgłosami pierwotnej tajgi. A później mijają dni, może tydzień – i się oswajają… Nabierają coraz większej wprawy, przełamują swoje indywidualne, wewnętrzne granice, czują radość i satysfakcję. Wiedzą już, że potrafią, że jednak nie jest to takie straszne. Czują, że piękno przygody i otaczającego świata, zmienia ich wewnętrznie i czyni spokojniejszymi, szczęśliwszymi. Sam tego wielokrotnie doświadczałem na swoich solowych ekspedycjach. Często robiłem coś pierwszy raz, docierałem do miejsc teoretycznie niebezpiecznych i mało zbadanych, byłem zdany tylko na siebie. Oczywiście łączy się to z pewnym wyzwaniem i bywa, lekką dozą niebezpieczeństwa. Kiedy wchodzimy w to jednak, przełamując się, ogarnia nas niesamowite szczęście… Zdecydowanie ciekawe odczucia.

Wierzcie mi, tak to działa- zmieniamy się, wzbogacamy naszą Duszę, odwracamy perspektywę. Po powrocie, inaczej patrzymy na problemy. W końcu wybaczamy ludziom, którzy nas skrzywdzili, lub definitywnie przestajemy się nimi otaczać. Odrzucamy rzeczy, z którymi od dawna, nie było nam po drodze. Zdarza się, iż  całkowicie zmieniamy obraną drogę życiową, z której gdzieś głęboko w sercu nie byliśmy zadowoleni i nie akceptowaliśmy jej. Nagle wszystko jest proste…

Muszę, „nie ściemniając” przyznać, że prowadzenie i odkrywanie przed ludźmi magii Ałtaju przysparza mi, nie wiedząc czemu, ogromnej satysfakcji i radości. Szokuje mnie obserwacja, jak energia i czar tego miejsca, zmienia ich na lepsze. Jak po powrocie potrafią docenić i zauważyć rzeczy dotychczas niezauważalne. Jak zmieniają swój stosunek do natury. Być może odzywa się we mnie, dawne zacięcie pedagogiczne, a może tak bezkrytycznie jestem zakochany w dzikiej  przyrodzie (szczególnie  w tym rejonie Syberii), że nie jestem w stanie sobie wyobrazić, aby ktoś wrócił  stamtąd nieoczarowany. Na pewno zdarzyli się tacy i przez uprzejmość, albo sympatię mi tego nie okazali. Z pewnością- ale jestem przekonany, że są oni w mniejszości, a przynajmniej taką mam głęboką nadzieję.

Kiedyś spotkałem się ze opinią – „ Pracuj tam, gdzie inni odpoczywają…” Po latach stosowania się do tej rady, coraz bardziej zgadzam się z jej założeniem. Nie jest to łatwe, generuje masę stresów, zmęczenia i wątpliwości. (Szczególnie, kiedy robimy coś tak niestandardowego, jak nasze „Wyprawy z Szamanem”). Jednakże już po trzech tygodniach wypoczynku, znowu zaczynam tęsknić za ogromną przestrzenią, wonią ziół i śladami niedźwiedzi. Brakuje mi zapachu koni, huku fal rzecznych progów i radości w oczach moich współuczestników ekspedycji, oraz ich końcowego podsumowania wyjazdu, mówionego lekko żartobliwym tonem: „Szaman, w fajne miejsce nas zabrałeś…”

Dziękuję z całego serca, wszystkim tegorocznym „Ałtajczykom”, za wspaniałą energię i niesamowite przygody. Oby Duchy Ałtaju zawsze Wam sprzyjały…

Z niektórymi do zobaczenia za rok…  🙂

Szaman

 

Czerwiec 2017

Clipboard05 Clipboard07 Clipboard01 Clipboard08 Clipboard11 Clipboard02 PIC_0852Clipboard12 Clipboard14 Clipboard13 PIC_0841  PIC_0878 PIC_0859

Lipiec 2017

PIC_0028 PIC_0991 20196659_833008610187043_104113346_o(1) 20187424_10203317567896010_628501858_o 19885597_1418904098186857_344816859_o 20196676_1421031461307454_1655175997_o 20205981_10155417413426380_777323357_o 20399191_10156022548313797_1734888644_o 20133566_10155405476811380_145851535_o 20394583_10156022501933797_1239158921_o PIC_0986 20399175_10156022557828797_2146682246_o Clipboard02 Clipboard03 20424919_10156022549538797_783432095_o

20424546_10207609994446766_963458525_o

22095332_10156254435298797_108923747_o

Clipboard01

Sierpień

005 001 002 009 006 003 010 011 013 18 014 20 012 19

DCIM103GOPRO

Clipboard09 Clipboard15a Clipboard24 Clipboard30 IMG_20170817_092601_HDR IMG_20170828_130324IMG_20170822_165335 IMG_20170825_121810

Dodaj komentarz